Lost Soul – Immerse in Infinity – recenzja płyty.
Lost Soul – Immerse in Infinity
Gdyby poprosić przeciętnego polskiego słuchacza muzyki metalowej, żeby wymienił najbardziej znane Death Metalowe zespoły z Polski, posypały by się nazwy pokroju Vader, Yattering czy Decapitated. Wątpię, by ktoś wspomniał o bohaterze niniejszej recenzji. Na dodatek, gdyby zrobić listę najbardziej zasłużonych dla Polski Death Metalowych zespołów, okazałoby się, że Lost Soul są gdzieś pod koniec pierwszej dziesiątki. Powodów takiego stanu rzeczy jest parę.Po pierwsze, zespołowi mimo prób nie udawało się przebić do czołówki polskiej sceny Metalu Śmierci. Czego dowodem są aż trzy dema, póki udało im się zaistnieć i podpisać z wytwórnią kontrakt na pierwszego długograja. Mimo dobrego poziomu tej oraz dwóch następnych płyt, zespół, będący na scenie od 1991 roku wciąż uważany był za drugą ligę. Po drugie, jest to wina samego zespołu a raczej muzyki jaką grają, gdyż pod względem tego co możemy usłyszeć puszczając którąś z ich płyt nie różnią się on od wielu podobnych kapeli, które przewinęły się przez scenę na przestrzeni lat.
Jednak teraz powinniśmy się cieszyć z faktu, że chłopaki z Wrocławia się nie zniechęcili i dalej działają w branży. A to z tego prostego powodu, że “Immerse of Infinity” jest płytą doskonałą, z miejsca plasującą się w czołówce pretendentów do miana “Najlepsza Death Metalowa płyta roku”. Główną zaletą tego wydawnictwa jest bez wątpienia świeżość, oraz doskonały montaż i umiejętności techniczne muzyków. Oprócz świeżości od “Immerse of Infinity” aż bije wspaniałym epickim klimatem, który zapewniają świetnie brzmiące gitary.
Pierwszym z ciekawych utworów na płycie jest rozpoczynajcy cały krążek “Revival”. Po ponad minutowym przeciętnym ambientowym intrze i paru riffach zagranych w tle z przytłumioną perkusją, utwór rozpędza się do świetnego blastu, z bardzo żywą, energiczną sekcją rytmiczną. Po nim następuje króciutke zwolnienie, mające zapewne na celu zwrócenie uwagi słuchacza na zaraz zaczynający się wokal. Co do wokalu mam raczej mieszane uczucia, gdyż bez wsłuchiwania się możnaby pomyśleć, że na nowej płycie Lost Soul w składzie pojawił się Piotr Wiwczarek. Zaprawdę powiadam Wam, mają bardzo podobne głosy. Dla mnie jest to minus, gdyż średnio przepadam za głosem lidera zespołu Vader. Trzeba jednak przyznać, że Jacek Grecki wykonuje swoją pracę wyśmienicie doskonale operując swoim głosem. Utwór wieńczy dobra, acz raczej nie odkrywcza solówka oraz parę połamanych riffów i temat główny utworu.
Nie twierdzę, że następne utwory są nudne i nie warte uwagi, wręcz przeciwnie są świetne, ale jeden z nich zdecydowanie najmocniej przyku(r)w(i)a uwagę słuchacza. Mowa o “Simulation”. Siłą tego utworu jest bardzo ciekawe i niespodziewne w tak wystylizowanej produkcji intro – przywodzące na myśl afrykańskie pieśni plemienne. Potem jest już raczej standardowo, co w tym przypadku nie znaczy nudno. Utwór trwa prawie 10 minut, co na Death Metal jest dosyć dużo, ale dzieje się w nim tyle i utwór pędzi do końca z taką energią, że nie ma czasu na choćby mrugnięcie okiem.
Już od paru miesięcy, uważałem, że obecny rok jest dla polskiego metalu rokiem naprawdę świetnym. Mamy powroty klasyków, wejścia smoka genianych debiutantów, oraz takie niespodzianki jak nowa płyta Lost Soul. Ciężko będzie odpowiedzieć, który polski zespół wydał w tym roku najlepszą płytę, ponieważ poziom jest niespotykanie wysoki. “Immerse of Infinity” nie ułatwia tego zadania. Jedno jest pewne, płyta ta plasuje się w czołówce tego, co mogliśmy usłyszeć w tym roku. Wspaniała, nietuzinkowa płyta, z odważnymi zwolnieniami oraz ciekawymi eksperymentami. Do tego wspaniale zagrana i wyprodukowana. Mocna, energiczna, świeża. Kto nie posłucha, ten cienias.
Ocena: 8,5/10
Dodaj do ulubionych:
Ten wpis został dodany 23 Październik 2009 o 16:03 i widnieje w Muzyka tagi Death, Immerse of Infinity, Lost Soul, Metal, Recenzja. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0 Możesz zostawić odpowiedź, albo trackback ze swojej strony.