Slayer – World Painted Blood – recenzja płyty.

Slayer – World Painted Blood

Doczekaliśmy się! Parokrotnie przekładana premiera nowej płyty legendarnego Slayer’a z dniem 2 listopada w końcu nastała! Ponad trzy lata miliony fanów na całym świecie (łącznie ze mną) musiało czekać na nowy krążek najlepszego Thrash Metalowego zespołu jaki dane nam było usłyszeć. Zaryzykuję stwierdzenie, że Slayer jest obecnie bardziej kultową kapelą niż Metallica czy Megadeth, choć na wydawnictwa w/w również czekała spora rzesza fanów. Niestety oba krążki tychże zespołów nie wybijała się ponad przeciętność (szczególnie “Endgame”, “Death Magnetic” dało się jeszcze posłuchać). Czy Slayer obrał tą samą drogę?“World Painted Blood” jeszcze zanim powstała już obarczona została wielkimi oczekiwaniami. Gdyby brać za kryterium oceny kultowość Slayer’a, wszyscy powinniśmy łykać bez popity każdy wałek zawarty na płycie i praktycznie bez zastanowienia dawać jej same najwyższe noty. Nawet jeśli ktoś przejawia tego typu fascynację Slayer’em, nie jest to dziwne, a wręcz zrozumiałe.

Przed premierą płyty mieliśmy okazję poznać trzy single – tytułowy “World Painted Blood”, “Hate Worldwide” oraz “Psychopathy Red”.  Najlepiej przyjęty został ten ostatni, dwa pierwsze spotkały się z dość chłodnym przyjęciem słuchaczy, przez co wielu z nich już wyrobiło sobie negatywną opinię o “World Painted Blood”. Popełnili oni wielki błąd, ponieważ utwory te dużo tracą na tym, że są wyrwane z kontekstu całej płyty. Jakość samych nagrań również nie powalała.

Gdy po kilku przesłuchaniach zedrzemy już z płyty otoczkę boskiej wręcz czci za sam fakt, że wyszła, zaczynamy dostrzegać obraz płyty układający się w głowie. Obraz ten, jak sama płyta jest dość zróżnicowany, a jak na  Slayer’a płyta jest wręcz dość skomplikowana kompozycyjnie. Ostatnią taką płytą była bodaj  “Season in the Abyss”. Nie zrozumcie mnie źle, od razu słychać, że jest to płyta Slayer’a, ale zastosowali oni parę patentów urozmaicającyh troszkę to co słyszymy. Odczucia co do takiego zabiegu mogą być mieszane i zależą tylko i wyłącznie od podejścia słuchacza. Jednym to się spodoba, inni będą kręcić nosem, że przez np. zwolnienia płyta traci na agresji. O to raczej nie ma co się obawiać, bo “World Painted Blood” jest wręcz przepełniona agresją. A komu ją zawdzięczamy? Od 1981 roku tej samej osobie – Tom’owi  Araya, który znów okraszył swoje wydawnictwo obłędnymi i kapitalnymi wokalami. Jego głos nie zmienił się ani troszkę, wciąż jest opętańczo wręcz agresywny, kiedy trzeba szybki, miażdżący emocjami. Araya wyrzuca z siebie słowa z energią dwudziestoletniego anarchisy, outstanding. Na pochwałę zasługuje również to co z siebie wyrzuca. Teksty nie odbiegają od wysokiego poziomu reszty elementów płyty, dotykają ważnych tematów i są szczere.

Jeśli już jesteśmy przy składzie, to wpadałoby ocenić pracę reszty członków Slayer’a. A tu już niestety bywa różnie. Na pierwszy ogień idzie Lombardo. Świetne partie,  idealne wykorzystanie praktycznie każdej części swojego zestawu. Do tego perfekcyjnie wykonanie. Tyle dobrego nie można powiedzieć o solówkach wykrzesanych przez Jeff’a Hanneman’a, które mimo pierwszorzędnego wykonania nie kopią dupy tak mocno jak reszta. Oczywiście solo są szybkie, piekielnie precyzyjne, wklejone gdzie trzeba, ale już gdzieś je słyszeliśmy (przynajmniej część). Ich brzmienie również pozostawia do życzenia, przedewszystkim są przesterowane, użyto za dużo efektów które zaburzają surową stylizację całej płyty.

“World Painted Blood” składa się z 11 utworów, jednak tak jak już wspomniałem płytę nalepiej oceniać jako całość, rozbijanie na pojedyńcze utwory nie ma sensu, z tego prozaicznego powodu, że o wiele lepiej odbiera się ją jako całość, a  nie pojedyńcze wałki.

Wielki powrót Slayer’a stał się faktem. To już samo w sobie powinno cieszyć i cieszy. Ale styl z jakim to robią cieszy jeszcze bardziej. “World Painted Blood” idealnie wpasowuje się dyskografię amerykanów, znajdując miejsce wśród najlepszych jej pozycji. Płyta jest bowiem prawie idealnym połączeniem cech rozpoznawczych Slayer’a – agresji, szybkości, szczerości.  na tronie Thrash Metalu nikt im nie zagraża, znów spokojnie wygrywają walkę o tron.

Ocena – 9/10

Odpowiedzi: 3 to “Slayer – World Painted Blood – recenzja płyty.”

  1. zenek Powiedział/a:

    w sumie to sie zgadzam, plyta niezla, chociaz ciagle brakuje mi teg hita, co go szukam na tej plycie.

  2. Zauważyłem, że WPB rodzi bardzo skrajne opinie. Jedni ten album lubią, inni mocno krytykują. Ja – choć wielkim fanem Slayera nie jestem – należę do tej pierwszej grupy, choćby ze względu na to, że takiego łojenia nigdy dość.

    Cóż z tego, że ponad dekadę zespół gra na jakichś wypracowanych pomysłach, które powstały jeszcze w epoce dinozaurów, skoro ma to wciąż sporo mocy.

    • FL8 Powiedział/a:

      Dlatego ja nie patrzyłem zbytnio na WPB przez pryzmat wieku wykonawców, a nawet jeśli to tylko na plus, że po tylu latach grania wciąż mają w sobie werwem, agresję no i pomysły na nowe nagrania.

      Ja spotkałem się bodaj z dwiema negatywnymi opiniami na naprawdę wiele pozytywnych. Wszystkim moim znajomym płyta bardzo przypadła do gustu. W prawdzie jedni przekonywali się do niej troszkę dłużej, ale efekt wciąż ten sam!

      Ja przyznam jestem wielkim fanem Slayera, długo czekałem na tą płytę i nie zawiodłem się, a wiadomo, że taki osąd zawsze może być bardziej krytyczny niż osoby która po prostu lubi taką muzykę, ale nie wielki Slayera.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.