Lutomysl – De Profundi – recenzja płyty.

Zanim zaczniecie czytać nową recenzję, chciałbym przeprosić, że tyle musieliście na nią czekać, ale mam ostatnio taki nawał obowiązków związanych ze studiami i nie tylko, że na regularne prowadzenie bloga po prostu nie starczało mi ani czasu ani sił. Teraz mam nadzieję, że wszystko wróci do normy. Pozdrawiam!

Lutomysl – De Profundi

Zapoznanie się bliżej z dziełami niejakiego Pavela Shishkovskiego tworzącego jednosobowy zespół “Lutomysl” można porównać do odnalezienia diamentu w wielotonowej grudzie węgla. Tak rzadkim muzykiem jest twórca Lutomysl. Aż dziwne wydaje się, że człowiek ten wraz ze swoim nieszablonowym podejście do Black Metalu nie znalazł szerszego grona słuchaczy. Najnowsze jego dzieło, pochodząca ze 2008 roku “De Profundi” dalej nie zwiastuje komercyjnego skucesu. Może nie to jest celem tego utalentowanego ukraińca?        Tworząc ten projekt, jego autor najwyraźniej założył sobie cel, że średnio co rok będzie wydawał płytę pod szyldem “Lutomysl”. Udawał mu się to od 2002 roku co rok, aż do dwuletniej przerwy od 2006 do 2008 roku. Opłacało się jednak czekać, gdyż “De Profundi” jest najbardziej dojrzałą i zdecydowanie najlepiej wyprodukowaną płytą z szejścio krążkowej dyskografii.

Lutomysl wyłamuje się z kanonu zespołów po raz tysięczny wałkujących te same rozwiązania, które stosowane są w Black Metalu od prawie 30 lat, Shishkovsky może pochwalić się, że ma swój pomysł na muzykę. Pomysł ten opiera się o ciężki wokal, podparty kanonadą dzwięków. Niesamowite tempo blastów miesza się tu z bardzo ochrypłym, pasującym raczej do kapeli Doom Metalowej wokalem, który mimo że brzmi świetnie, nie bardzo tu pasuje. Na początku trochę gryzie w ucho, ta a nie inna barwa głosu, po jakimś czasie jednak wszystkie elementy zaczynają do siebie pasować. Wtedy muzyka Lutomysl urzeka, dosłownie.

Oprócz wyżej wymienionych cech, kolejnym niewątpliwym plusem jest idealny dobór i zabawa tempem w jakim rozlewane są przed słuchaczem ogromne pokłady melancholijnego klimatu. Mimo, że na całej płycie zdecydowanie przeważają szybkie tempa, czasem pojawiają się momenty zwolnienia, w których perkusja wciaż gra z opentańczą wręcz szybkością, ale inne dzięki zanikają. W tych właśnie momentach “De Profundi” przestaje być płytą nacechowaną agresywnie, a zaczyna być płytą depresyjną. Ciężko jest określić co muzyk chciał osiągnąć? Poprzez gniew pobudzić słuchacza do refleksji? Nie jestem wstanie odpowiedzieć na to pytanie, płyta jest bowiem bardzo skomplikowana emocjonalnie, zabawa nimi u słuchacza to tu norma. Paradoksalnie, dzięki temu płyta zapada w pamięć jako dzieło nieszablonowe, z drugim dnem. A tego próżno szukać ostatnio w trochę zastałym Black Metalu.

Godne podziwu jest również to, że wszystko co słyszymy na “De Profundi” oprócz perkusji jest dziełem Shishkovskiego. Szkoda, że tak utalentowany i wszechstronny multiinstrumentalista i kompozytor nie może zaistnieć w muzyce tyle, na ile by zasługiwał, gdyż jego muzyka jest zdecydowanie warta posłuchania. W takim przypadku, można przymknąć oko na braki produkcyjne “De Profundi”, choć i tak jest lepiej niż w przypadku poprzednich płyt.

Rok 2009 już powoli się kończy, a o nowym dziele Lutomysl ani widu, ani słychu. O koncertach już nawet nie wspominając. Pozostaje więc po raz sety włączyć najnowszy krążęk i spróbować doszukać się w nim sensu, zamknąć całość. Choć pewnie znów się nie uda. Ale warto próbować, bo tutaj próby są przyjemniejsze niż fakt, że sens ten się odnalazło.

Ocena: 9/10

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.