Be True or Not to Be – felieton.

Be True Or not to Be!

Subkultura osób słuchających muzyki metalowej rządzi się swoimi, czasem dziwnymi prawami, przez które wielu ludzi patrzy na nią, przez pryzmat zazwyczaj krzywdzących stereotypów. Jednego jednak nie można było im odmówić – siłą metalowców od zawsze była ich kolektywność; grupę trudno było rozbić, połączeni fascynacją do jednego rodzaju muzyki, trzymali się bardzo blisko. Tak było kiedyś, obecnie nawet w tak silnie wiążącej subkulturze zaczynają się podziały. Płaszczyzną na której się one ujawniły, jest stopień zaawansowania wiedzy i poświęcenia dla muzyki.

Obecnie „metalowcy” dzielą się wzajemnie, na osoby będące „true” i „pozerów”. Od niedawna bycie „prawdziwym” metalowcem jest bardzo elitarnym mianem, a szczęściarz który w swoim gronie będzie tak nazywany, musi posiadać zestaw cech zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych. Po pierwsze długie włosy, mus i cecha rozpoznawcza każdego szanującego się słuchacza ciężkich brzmień. Do tego koniecznie czarne ubrania, glany, torba-kostka z demobilu, zestaw kultowych t-shirtów z okładką „Master of Puppets” Metalicii, czy z wizerunkiem Varga Vikernesa z maczugą w rękach. Jeśli chodzi o przymioty psychiczne, oprócz ogromnej wiedzy muzycznej, na pewno umiłowanie do starszych osiągnięć muzyki metalowej, najlepiej nagrywanych jeszcze na kasety, nienawiść do jakiejkolwiek religii, wulgarność, zamknięcie na poglądy innych.

Po drugiej stronie znajdują się pozerzy, osoby które udają znawców, nie będąc nimi. W tym przypadku o wiele trudniej określić cechy takiego delikwenta, gdyż nijako można przedstawić dwa rodzaje „metalowych pozerów”. Pierwszy to znawca przed komputerem, władca metalowych for. Cech wyglądu określić się nie da, zazwyczaj jednak nie wyróżnia się z tłumu. Gdy pojawi się jednak na w Internecie, chwali się nieograniczoną wiedzą na temat metalu i wszystkiego co z nim związane. Wiedzę tą nabywa oczywiście w trakcie dyskusji, z różnych źródeł, najczęściej stron interetowych. Drugi typ, to podszywający się pod „true metalowca” osobnik, z nikłą wiedzą o ciężkich brzmieniach. Ma on jednak masę naszywek i t-shirtów, udając że zna ich dyskografie od podszewki i chwaląc się wszędzie, że słucha najbardziej ekstremalnych zespołów. Oba typy pozerów mają zawalony komputer gigabajtami płyt, które ściągają w iście hurtowych ilościach, nie słuchając nawet połowy. Oczywiście pozerem nie można nazwać kogoś, kto dopiero poznaje scenę muzyki ciężkiej, jednak większość z takich ludzi po przesłuchaniu paru płyt uważa się za znawców większych od słuchaczy z wieloletnim stażem, a tego typu zachowanie jest naganne.

Mogłoby się wydawać, że winowajcami w tym konflikcie, są osoby, które uważają się wszechwiedzący w kwestii muzyki metalowej odcinając się przy tym od reszty, tworząc elitę. Tak jednak nie jest, w świecie w którym młodzież liczy się tylko z tym jak wygląda w oczach innych, a co za tym idzie ma desperacką potrzebę przynależności do jakiejś grupy społecznej często udaje by się w niej znaleźć. Tak właśnie rodzi się „pozerstwo”, w subkulturze w kiedyś której aby się do niej dostać trzeba było być takim jak reszta, obecnie pojawiają się jednostki, które do niej nie pasują, uważając się przy tym za jej część. Naturalnym systemem obronnym, prawdziwych odbiorców jest odcinanie się od pozerów, oraz karcenie ich, często brutalnie. Jednym z sposobów weryfikacji czy ktoś podszywa się, jest wypytywanie o szczegóły związane z zespołem, którego osoba ma na sobie koszulkę lub naszywkę. Jeśli wykaże się brakiem wiedzy, rzeczy te zostają mu odbierane. Na „pozerów” internetowych nie ma niestety rady, gdyż za sprawą medium jakiego używają do wykazywania wiedzy, zawsze mogą ją zdobyć błyskawicznie. Przez takie zachowania podział wewnątrz subkultury, który z początku wydawał się snobizmem, staje się teraz dobrym sposobem odcięcia się osób podporządkowujących swoje życie metalowi. Zabiegi te mające na celu nie obniżać poziomu, jaki reprezentują sobą prawdziwi słuchacze mają jedną poważną wadę. W takim wypadku można by sądzić, że negatywnym skutkiem ubocznym całej sytuacji są straty jakie ponoszą muzycy i wytwórnie płytowe. Zamknięcie się elitarnej części subkultury na nowych członków często zniechęca potencjalnych słuchaczy do zgłębiania sceny muzyki metalowej co przekłada się na spadek sprzedaży płyt i gadżetów oraz wpływów z koncertów. Nie jest to do końca jednak prawdą, gdyż największy przyrost słuchaczy to właśnie osoby nastoletnie, które z racji treści przekazywanych przez muzykę metalową nie mają dostępu do większości wydawnictw, oraz wstępu na koncerty, zazwyczaj z pozwoleniem na wejście powyżej osiemnastego roku życia.

Pewne jest, że sytuacji nie da się tak łatwo rozwiązać, zastanawiające jest jednak, czy jest co rozwiązywać. W każdej subkulturze, nie tylko opartej o muzykę metalową na członkostwo trzeba sobie zasłużyć, dlatego walka o to by prawdziwymi „metalami” uznawani byli tylko ci, którzy są tego miana godni, a nie każdy, kto tylko usłyszy parę utworów w Internecie, lub na komputerze kumpla.

Jedna odpowiedź to “Be True or Not to Be – felieton.”

  1. ta Powiedział/a:

    przepraszam…

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.